Decoupage i scrapbooking hobbystycznie i na zamówienie
baner Galeria miniART
czwartek, 29 listopada 2007
Niektórzy to mają szczęście...

Na przykład taka ja :)
Zupełnie z zaskoczenia, bez konkretnej przyczyny... z serca po prostu - i przez to właśnie najpiękniej zostałam obdarowana, przez kobietę ze wszech miar rewelacyjną i szaloną, czyli znaną niektórym Jasz :*:*:*
Powiem tak - nikt ie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, ale takich cudeniek też nikt sie na pewno nie spodziewał... a było to tak:
Wczoraj wieczorem targając toboły z samochodu do domu mijałam skrzynke pocztową... i coś mnie podkusiło, żeby jednaktam zajrzeć. I co? Awizo - leży czeka, dumnie pręży swoją białą pierś!
Porywam je ze skrzynki i lecę do domu...dlaczego ta poczta tylko do 20.00 otwarta jest?
Z samego rana, łapię psa na drut i ciągnę na sikanie (i na pocztę oczywiście!) gdzie o dziwo nie ma żadnej kolejki!
W okienku dostaję maleńką, za to wielce obiecującą paczuszkę... resztkami siły woli nie rozrywam jej na miejscu, tylko galopem lecę do domu ciągnąc za sobą niewiele rozumiejącego z syuacji, ale mocno rozbawionego psa.
W domu miałam tylko chwilkę...ale jak rozpakowałam tak osłupiałam, zatkało mnie, ręce mi się trzęsły i do tego kolana zmiękły..nic tylko zawał.
Jaszka przeszła samą siebie, zrobiła takie śliczności, z którymi nie mam szans sie mierzyć... są po prostu piękne i ... mają w sobie tyle ciepełka, że się aż się bokami wylewa.
Leżę i kwiczę i nie wiem kiedy dojdę do siebie...pewnie nigdy.... ciągle nie wierzę, że to dla mnie i że mogę je dotykać... No teraz to już sie ode mnie nie uwolni, o nie...
Sami zobaczcie...jak jej nie wielbić? Nie nosić na rękach? Nie całować po stópkach paluszkach? Zwłaszcza po paluszkach, bo takie zdolne ma?






Nie wiem sama, co podoba mi się bardziej... każdy przemocik ma swój, niepowtarzalny urok... mięknę ilekroć na nie patrzę...
Jaszmurko... nie wiem co ci napiać, żeby wyrazić to co czuję.
Ciesz się, że nie mam cię w sięgu ręki... bo mogłabyś tego wybuchu czułości nie przetrzymać ;)

wtorek, 27 listopada 2007
Scrapić nie każdy może...
Dobra, przyznaję się.
Zachęcona przez jedna taką, wręcz prawie zmolestowana konkursowo popełniłam scrapuszko - popełniłam, bo trudno inaczej nazwać ten czyn.
Nie było to dla mnie łatwe- o nie...
Pierwszy raz byłam bliska ryknięcia płaczem już na dzień dobry - musiałam przyciąć równo okładkę, ale - niestety - pies pożarł dzisiaj mój skalpel (!) co mocno utrudniło mi pracę twórczą. Nic tylko zostawiać beagle i męża samych w domu - chłop gnuśnieje a pies pożera ostre narzędzia w akcie rozpaczy.
Kiedy obeszłam ten problem klnąc na czym świat stoi i pomstując na bydlę, co mi narzędzie pracy zeżarło pojawił się problem drugi - jak toto skleić?
Po dłuższych oględzinach w domu odnalazł się - oprócz zupełnie niezdatnego do użycia kleju do decoupage:
- klej biurowy w sztyfcie (obiecujący)
- klej poxipol (odrzucony ze względu na niską użyteczność)
- klej szewski (!)
- i klej silikonowy na gorąco, który koniec końców uznałam za najbardziej obiecujący mimo licznych zagrożeń wynikających z zastosowania.
O ile skalpel zniosłam mężnie o tyle strzępiąca się wstążeczka rozmontowała mnie zupełnie.. Zdewastowana psychicznie i znacznie zdegustowana stwierdzam - scrap to hobby dla ludzi o morzu cierpliwości i stalowych nerwach...
Nie muszę dodawać, że mam obecnie usmarowany blat, poparzone z lekka 2 paluchy i paznokcie do renowacji po kleju biurowym i silikonie.
Stresy , które przeżyłam są chyba niewspółmierne do efektu, dlatego poczekam do jutra z decyzją, czy pokazać moje tworzysko światu - muszę zerknąć na nie w świetle dziennym, ot co.

Dla relaksu po tej traumie skończyłam dzisiaj kolejne świece :



Z anielskim pozdrowieniem :*
sobota, 24 listopada 2007
Świąteczne cukiereczki...
Takie było nasze pierwsze skojarzenie, kiedy zapakowałam w celofanik pierwsze 3 świeczki, opuszczajace na dobre moja decu - pracownię.
(Swoją drogą celofanik drogi jak nieboskie stworzenie - za 5 arkuszy i garść sznurka z rafii 17 zeta?! Warszawskie ceny, jak widać).
Przed zapakowaniem były juz do bólu słodkie, a po zakakowaniu..cóż - oceńcie sami, ale mnie sie wydaje, że obok cukiernicy postawić i nikt już cukru nie ruszy..100% cukru w cukrze jak nic...taki już tych cherubinów urok, wiktoriańska anglia sie kłania, niewinne buzie w girlandach kwiatów - tylko dla ludzi o mocnych nerwach ;)
Cukrowe cherubinki w papierkach od cukierka...



Inne świeczki też czekają na swoją kolej - w tym tygodniu powstało ich wiele (kilka oczywiscie zmarnowałam) .
Seria - Janiołki:



Seria - Ciasteczka:



I seria - Gwiazdy betlejemskie :)



Prawdopodobnie ciąg dalszy nastąpi - zobaczymy, na co jeszcze mnie (albo znajomych) natchnie :)
piątek, 23 listopada 2007
Dziczyzna

Popełniłam obrazek.
Nie jest to wielkie dzieło sztuki, choć sporo pracy poświeciłam, aby wyglądął tak jak wygląda.
Temat dość chwytliwy w niektórych kręgach - dziczyzna w najczystszej postaci a konkretnie w postaci dzikich gąsek pływajacych sobie niemarawo po bliżej nie sprecyzowanym bagienku.
Nie jest to (na szczęście) obrazek kalibru - "Jeleń na rykowisku o zachodzie słońca" ale może niejeden amator polowania i podpatrywania ptactwa spojrzy na niego łaskawym okiem?
Jestem dość zadowolona z osiągnietego efektu, biorąc pod uwagę pierwotny wygląd motywu, który można podziwać tutaj.

A teraz - Gąska jaka jest - każdy widzi:




Zastanawiam się teraz co z tym malunkiem uczynić, bo jak na razie pomysłów żadnych nie mam. Poleży, poczeka, może sytuacja sama się wyklaruje?
W domu lazaret - ja dochodzę do siebie, Jędrek chory...smutna ta jesień tegoroczna, zimna i ponura. Zupełnie jak te moje gąski ;)

czwartek, 22 listopada 2007
Melodie italiańskie i miejsca magiczne

Gianna Nannini - Meravigliosa Creatura (Acustica)Sigla Fiat Bravo

Babsko tak mnie rozczuliło ostatnio tymi melodiami italiańskimi, że sama już siebie nie poznaję... w kółko tego teraz słucham....  co prawda nie przepadam za włoskim, ale ta piosenka, znana prawdopodobnie wszystkim z reklamy pewnego samochodu, przyprawia mnie o ciarki i inne przyjemne dreszczyki...pamietam jak się jej naszukałam, kiedy usłysząłam ją po raz pierwszy...

A teraz do rzeczy.
Są w sieci pewne miejsca magiczne - takie, które od razu wypędzaja zły humor i rozwiewają chmury - miejsca, gdzie warto zagladać, bo spotka się tam ludzi ciekawych, wartościowych i przy tym postrzelonych.
Jedną z nich, jest niewątpiwie Nuśka, Nulka znana policji raczej jako Babsko, które tworzy - kobieta wielu talentów, posiadaczka sprawnych rączek i bystrego oka;) Jej prace scrapowe to poziom światowy - przynajmniej tak mi sie wydaje ;) To jej zawdzięczacie istnienie tego bloga i wszelkie pretensje prosze skłądać także u niej ;)
Jaszmurka, zwana takze Jasz, istota postrzelona i urocza, a przy tym zdolna - do wszystkiego.. jej humor i ciepło to to, czego potrzeba nam w zimne dni. Pięknie tworzy i rozsiewa przy tym tak wiele radosci :) Istotka, która sptkac na swej drodze jest wielkim szczęściem i ja naprawdę doceniam to, ze pojawiła się w moim życiu :*
Yoasia ...moje kolejne blogowe odkrycie - scrapuje, pisze, śpiewa...jej piosenka  scrapowa powinna stać się hymnem wszystkich scrapo - zakręconych ;) Podziwiam wielosć talentów tej szalonej babki;) Polecam:)
I jeszcze - Jaśminowo. Tutaj spotkacie subtelną a zarazem  przemiłą Joasię, która choć stawia swoje pierwsze kroki, to wychodzi jej to doskonale...
Aż sama się dziwię, nigdy się nie spodziewałam, że prowadzenie blogów moze zaowocowac tak wieloma pozytywami w moim życiu :)

środa, 21 listopada 2007
Książę na białym koniu...

Więc pojawił się....
wyczekany, wystany w oknie...
mój książę na białym koniu...mój upragniony..jedyny, jakże ważny, słodki ja lody czekoladowe i chrupiący ja orzeszki....mój...cudowny i niepowtarzalny....kurier!
a w ręku...(nie, nie kwiaty i diamenty...) a ręku moja paczka!!!!
Wreszcie po 2 tygodniach oczekiwania dotarła do mnie w stanie nienaruszonym, pełna skarbów wszelakich, cudnie drewnem i papierem pachnąca...
Jak wygłodniały wilk rzuciłam się na zawartość litościwie wypuszczając zdezorientowanego nieco księcia za drzwi posyłając mu na odchodne kilka zdawkowych podziękowań... w środku, czekało na mnie to:

Ale się będzie działo...dobrze będzie jak usnę z tych emocji ;)

Inspiracja - pies...

Pies? Co to niby za inspiracja?! - mógłby ktoś zapytać.
Ja odpowiem - pies...tak, ale za to jaki pies!
Beagle - mały ale dzielny, stworzony tylko w jednym celu - wraz ze swoją sforą gonić, gonić do upadłego... Białe łapy potrafią śmigać z zawrotną prędkością, nos nieomylnie wskazuje drogę, oczy uważnie śledzą każdy ruch...
Tak było kiedyś...i pewnie nadal jest tam, gdzie beagle służy do polowania - czyli do tego, po co został wyhodowany.



Dzisiaj jednak beagle trafił - może nie na salony, bo w jego ekstrawertycznej, rozbuchanej naturze leży wrodzony brak subtelności - ale z całą pewnością pod strzechy...i dostarcza niezapomnianych wrażeń swoim właścicielom - tak jak na przykład nam ;)
Beagle to słodycz wcielona - długie rzęski, miękkie, ciepłe uszyska, ogon zawsze do góry :) Mimo braku wyczucia i delikatnosci potrafi być największym przytulakiem i najukochańszym futrzakiem wtulajacym się w ciebie, kiedy leżysz na kanapie lub asystującym ci kiedy bierzesz wieczorną kąpiel...bo beagle nie cierpi być sam. Od chwili, kiedy przekroczy prób twojego domu stajesz się czescią jego stada, a kazdy szanujący sie beagle czy biglówna kocha swoje stado ponad życie. I wszędzie chce mu towarzyszyć.
To tyle, jeśli chodzi o niewątpliwe zalety - reszta cech beagle bywa - delikatnie mówiąc - kontowersyjna.


Beagle to w swoim młodzieńczym okresie chodzące ADHD, żywe srebro w psiej skórce, które pozostawione bez zajęcia, nie wybiegane i wymęczone jak należy, potrafi zmaieniac się w psa - aligatora, pożerajacego kable od telefonu, listwy przypodłogowe, swoje posłanie, dywaniki w łazience, bieliznę i szlafroki o ścierkach w kuchni nie wspominając.
Beagle w szale optymistycznego biegu może nie zauważyć, że chyba nie jesteś w stanie dotrzymać mu kroku, zapomnieć, że ma wrócić, nie słyszeć, że ktoś go woła. Bywa... ja to u nas mówią - taka Karma.
Właściciel beagle musi być przygotowany na to, i jeszcze wiele innych psich pomysłów, takich jak: wielogodzinne spacery w deszczu i śniegu (niestety, ten psi model jest pogodoodporny, w przeciwieństwie do właścicieli), pozeranie śmieci z trawnika czy brodzenie w błocie po środku listopada. Musi liczyć się ze stratami w garderobie, umebowaniu czy wyposażeniu mieszkania i być przygotowanym na to, że ten pies nie obroni przed obcymi niczego, wliczajac w to siebie. Taka Karma.



Więc dlaczego beagle?
Właśnie z powodu tych niezapomnianych wrażeń - i złych i dobrych .Beagle potrafi cię zaskoczyć, zbić z tropu, rozmontować na części, tylko po to aby po chwili okazać sie lekiem na cale zło tego świata i najbardziej optymistycznym stworzeniem jakie zdarzyło ci się widzieć. Jego promieniująca radość przyćmiewa wszystkie niedoskonałości i zaskoczenia, które ci funduje. Dlatego.
Przebywanie w towarzystwie tego psa jest niezwykle inspirujące - trudno nie zauważyć urody psa do polowań - zwłascza kiedy w pełnym biegu wyciąga się jak strzała a uszy furkoczą na wietrze... Mięki pyszczek i duże oczy też robią swoje...
(Naprawdę tylko nie rozumiem, dlaczego nikt jeszcze nie zrobił papieru do decu z beagle?!!?)
Nawet jeśli nie masz zdolnosci artystycznych z całą pewnoscią zainspiruje cię do częstych porządków, mycia podłogi, chowania swoich rzeczy poza psim zasiegiem i wymyślania kolejnych schowków na psie smakołyki ;)
Naszą biglównę Irę możesz poznać bliżej w Zakamarku tam też jest więcej jej zdjeć ;) Polecam :)

A teraz dowody na zainspirowanie beaglami - przedmioty wykonane na aukcję charytatywną na forum e-beagle.pl z przeznaczeniem dla potrzebujacych zwierzaków: 

Puszka na przysmaki i pudełko:



Pudełko z Iryskową podobizną:

:* 

01:04, lady_finnabair , Inspiracje
Link Komentarze (6) »
wtorek, 20 listopada 2007
Gaszek na telefon

Zasmarkana i z lekka zapyziała siedzę w pościeli.
Choroba nikumu nie służy.
Pełna zrezygnowania sięgam do nocnego stolika i po raz setny chyba wykręcam numer mojego koszmaru, mojej zmory i dopustu Bożego - kuriera z firmy OPEK, który jak zauważył nie tak dawno magazynier w tejże firmie albo dostarcza paczki albo nie...zależnie od humoru. Ze zdecydownym naciskiem na nie...
Nie odbiera...co za zaskoczenie.
- Jeszcze z domu nie wyszedłem, a ty już do gaszka dzwonisz? - pada pytanie z sąsiedniego pokoju. Rentgen ma w oczach czy jak? Zbywam temat milczeniem.
- Znam was, kobiety - kontynuuje Jędrek wkłądając koszulę - niby taka chora, niby zasmarkana i w niedyspozycji a mija góra 15 minut, tapeta na twarzy i wygląda kwitnąco...
Patrzę na niego wzrokiem bazyliszka... ale dziwnym trafem jakoś nie widać żadych zgubnych efektów mojego spojrzenia...uodpornił sie już, zaraza...
Raz jeszcze wybieram numer kuriera (oby go pokręciło, ale dopiero jak mi paczke dostarczy) i cierpliwie czekam na połączenie.
- Abonent jest chwilowo niedostępny, prosimy zadzwonić później.
Szlag.

 

poniedziałek, 19 listopada 2007
I gdzie ten szał?...
Paczki zaczynają sie pojawiać (!) świece zakupione, jeszcze tylko jakiś zapasik twórczego szału by sie przydał... niestety, na razie sił nieco brakuje, bo choróbsko wredne mnie męczy...ale nie zamierzam się poddawać tak łatwo, o nie!
W oczekiwaniu na kuriera przeglądałam obrazy i muzykę - i tutaj powstał pomysł na kolejny odcinek do działu "Inspiracje" - tym razem mniej literackie, a bardziej malarskie właśnie - pojawi sie on tutaj niebawem, bo już ma się ku ukończeniu :):):)
Dodatkowo mam już 3 pomysły na "Beaglowe" przedmiociki charytatywne, które już nieługo pojawią się na aukcjach wspomagajacych schroniska - zdradzę tylko, że będą to 2 pudełka i puszka na psie przysmaki :)
z szalonym pozdrowieniem :*
niedziela, 18 listopada 2007
Przestój wymuszony...

Mam wymuszony przestój w tworzeniu tworzydeł, bo ciągle czekam na dwie paczki, które zmówiłam dwa tygodnie temu.
Potwierdza się to, co podejrzewaliśmy już przy zamawianiu klatki dla ptaszorów - na kurierów z DHL i OPEK absolutnie nie można liczyć - to znaczy można liczyć, że nie przyjadą bez wcześniejszych interwencji, ścigania telefonicznego i gróźb pod adresem firmy.
Dodatkowo chyba mnie choróbsko bierze, marnie się czuję, co absolutnie nie sprzyja wyklejaniu... wykorzystuje ten czas i nadrabiam zaległości w pisaniu: w Zakamarku pojawiła się zapowiadana wcześniej notka o jednej z moich miłości literackich i malarskich zarazem - zapraszam...

 Z rozpaczy oczekiwania na przesyłkę powstał taki oto kubeczek...

 



więcej o nim informacji na Sklepiku Tworzyska :)

 
1 , 2 , 3