Decoupage i scrapbooking hobbystycznie i na zamówienie
baner Galeria miniART
środa, 27 lutego 2008
Ręce do góry bo strzelam :)

Miałam szczęście trafić na PIF-a u Pasiakowej...

co dostałam pokażę niebawem, bo jest co oglądać, hihihiihiihihihihi
teraz Wasza kolej :)

A zasady są takie:

Aby wziąć udział w zabawie należy spełnić kilka prostych warunków:
1) należy posiadać własnego bloga;
2) pierwsze 3 osoby, które wpiszą się w komentarzach pod tym postem otrzyma ręcznie robiony prezencik; 3) prezencik zostanie wysłany w ciągu 365 dni;
4) za to musisz "zapłacić" - umieszczając na swoim blogu post podobnej treści i dać szansę 3 kolejnym blogowiczom na złapanie prezenciku (tym razem od Ciebie) :)
Każdy blogowicz może uczestniczyć w tej zabawie maksimum 3 razy!

Gotowe? start!

juz nogami przebieram, żeby zobaczyc kogo złapię :* 

wtorek, 26 lutego 2008
Paseczki, guziczki, motylki...

Mały skromny składaczek 10x10 lub jak kto woli 20x20 - to moja pierwsza rzecz, która poleciała do Trendymanii.
Paseczki w bordo, czerwieni, różu...wszysto ciepłe, odbite nieco elementami czarnymi ... ale za to ja przyjemnie będzie się prezentował z fotkami w czerni i bieli ;)





Na razie bez odbioru :)

14:51, lady_finnabair , Scrap tradycyjny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 lutego 2008
Cepelia

Trochę na przekór wszystkiemu - formie, kompozycji, kolorowi...
Wbrew wszelkiej logice i zasadom, które wydawałyby sie mi ważne... trochę z miłości do eksperymentu i zabawy a trochę do wszystkiego co ludowe powstał scrapek w wędrującym albumie Mamami.

Skojarzenia?
trudno nie wyliczyć przede wszystkim starych fotografii, kiedy to cała rodzina siadała na tle chaty w niedzielnych ubraniach i pozowała do jednego z nielicznych rodzinnych zdjęć, trudno tez nie wspomnieć o szokujących kolorami łowickich wycinankach.
Zsiadłe mleko, ciepły chleb z cukrem i śmietaną i ziemniaki ze skwarkami - tak smakuje to, co urodziło sie w mojej mocno wybujałej wyobraźni...

A główna inspiracja?
Temat - ON.
On czyli Jędrek, Dziad Yago, niajlepszy towarzysz na słotę i na pogodę....i piosenka Tomasza Budzyńskiego, która opisuje to, czego ciągle mam za mało.

A to sam wytwór... za szok estetyczny nie odpowiadam.











Ano, hej!

01:33, lady_finnabair , Inspiracje
Link Komentarze (13) »
piątek, 22 lutego 2008
Sztuka użytkowa wg. J.

Wieczór, noc nawet.
Jędrek senny moczy się w wannie, jednym okiem przeglądając gazetę.
Ja w szale twórczym, krążę pomiędzy klejem, papierem ryżowym, wycinankami łowickimi a miśkami. Zaaferowana nowym pomysłem wpadam do łazienki znożyczkami i miśkami w ręku.
- Wiesz... - zaczynam - mam nową koncepcję... - zawieszam głos i odpływam chwilowo porwana nurtem owej wspomnianej koncepcji, która kłębi mi sie pod czaszką i rozpuscza macki unieruchamiając chwilowo niektóre funkcje życiowe.
Jędrek zerka na mnie od niechcenia.
- Co robisz, nowy wieszaczek? - pyta, widząc w mojej ręce znane mu już miśki.
- Nie.. - mówię wyrwana z zamyślenia - nie mam już wieszaczków... - rzucam aluzję o konieczności nowych zakupów - ciekawe, czy połknie haczyk?
-....Szubieniczka? - rzuca zaczepnie on. - To może gilotynka?
Nożyczki prawie wypadają mi z ręki... i ja tu z takim dyskutować o rękodzielnictwie?
Wychodzę.

środa, 20 lutego 2008
Wiosenne kolory

Wzięło mnie na poważnie z tą wiosną... szarość i burość zdecydowanie mi sie przejadła i może dlatego teraz w tak wściekłych kolorkach tworzę... Sama siebie przerażąm gdzie moje brudne zielenie ukochane?
Gdzie stonowane, przybrudzone szarosci brązy i fiolety?
Wyszły.
Wrócą zapewne przy pierwszych promieniach słońca ;)
W ten weekend bawiłam się w rameczki - wściekle kolorowe i radosne. Efektem poza rameczkami oczywiście były ręce utapalne po łokcie w kilku odcieniach bejcy i lakierze. Co to dla mnie...
Przecież już od dawna mogę cytować boginię angielskiej kuchni - Nigellę Lawson - "Moje dłonie są jak z azbestu" - prawie jak terminator:)
Modelem w ramkach jest nikt inny tylko Boski Kacperro synek niejakiej Filki parchatej :) Modelka nr dwa to jej psiczka, Teqila.

Uwaga na oczy - razi!!!









Jeśli ktoś padł orażony żarówiastymi kolorkami - przypominam, że oglądł na własną odpowiedzialność...
pozdrawiam :*

poniedziałek, 18 lutego 2008
Wychodzimy z zimy...

Wychodzimy z zimy

Wychodzimy z zimy trochę bladzi
Trochę jakby z zaspy zamyślenia
Uczymy się chodzić po trawie
Kaczeńcom patrzymy prosto w oczy.

Jabłko z zimy co nam zostało
Dzielimy na dwoje.
Jabłko z zimy co nam zostało
Dzielimy na dwoje.

Może przejdziemy razem do lata i dalej
Może jest nam dzisiaj to pisane
A może po prostu nasza miłość
W wodę rzucony kamień kamień...

(Adam Ziemianin)

Wiem, ze to nie jest wesoły wiersz... ale tęskinię już za tym naszym wychodzeniem z zimy... tą pewnością, że to już koniec zawiei i zamieci, że koniec pluchy. Niech te wredne ptaszyska wreszcie zaczną śpiewać!
Wiosny!!!!!

Na razie jedyne co mogę zaproponować to moje wiosenne jajka.
Te specjalne, bo pierwsze.
Może to mnie i wam trochę nastrój na wiosenny zmieni?

piątek, 15 lutego 2008
Parawanowo
Parawaniki powoli zaczynają otaczać mnie zewsząd...
odgradzam się od świata i scrapuję, kleję, maluję...
oto kolejne dwa z moich parawanów :

tulipanowy - romantyczny




oraz z leka francuski, troszke frywolny parawanik buduarowy "Pompadour" - z przeznaczeniem na fotki czarno - białe :)



ciąg dalszy zasłaniania nastąpi :)
Chwilowo znikam.
środa, 13 lutego 2008
Walentynkowo :)
Obydwie Walentyny dotarły już do swoich właścicielek - świeca do Mamami a prawanik do Uhk - mogę je więc już bez strachu ujawnić światu :)
Świeca - robiona wedle życzenia pierwszej z obdarowanych:



Mamami chciała świece retro - myślę, że ta spełnia wymagania. Do kompletu dołączona jest mini-karteczka walentynkowa :)

Uhk chciała coś...nieważne co, byleby z mijego ulubuonego papieru BG "Motifica". Powstał więc parawanik w brązach:



a tutaj bardziej z bliska





Rozbroiłam też jakieś koraliki, żeby dodać te błyskotki starociowe...i jak efekt?
Jestem wwirze twórczym, więc kolejne zabawki już niebawem...mam nadzieję ;)
:* ściskam walentynkowo :*
21:55, lady_finnabair , Scrap tradycyjny
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Kocie zakładki - "Vava cats"

Zaległosci... ale nie mogłam tych zakładek pokazywać wcześniej, bo nie miałam pewności, czy dotarły do wszystkich dziewczyn z wymiany ze Scrappassion :)
Tematy wymiany: "Koci łapci" - nasze wizje kotów .

Poznajcie zatem pięć Warszawskich kocic i kocurów, które to nocami przemykają po dachach, plądrują śmietniki, miauczą pod naszymi oknami... znacie?




Felek to jest kot morowy...znają go i boją się wszyscy mniejsi mieszkańcy okolic trójkąta bermudzkiego Mokotowska - Armii Ludowej - Aleja wyzwolenia. Sieje postrach samym swoim wyglądem, bo nielichy z niego zabijaka.
Henio - dusza zagubionego poety i romantyka. Zawsze zapatrzony w księżyc i błądzący myślami wśród cudnych manowców i filozoficznych dywagacji. Snuje się w bramach śródmiejskich i liczy na cud.
Ziuta
...ruda bywalczyni podłych spelun i podejrzanych nocnych lokali ... niegdyś wielka śpiewaczka arii balkonowych - dziś podupadła gwiazda z rupieciarni na tyłach Domu Studenckiego Riviera.

Zbych, który zna zaplecza wszystkich Śródmiejskich restauracji i z niejednego pieca już jadł chleb... i skwarki. Gustuje szczególnie w restaracjach pni Gessler jak na przykłąd Słodki - Słony na Mokotowskiej, choć resztkami z baru Corso też nie pogardzi.
Wreszcie Lula - najmłodsza, najmniej doświadczona życiem i najsłodsza ze wszystkich 5 kotów. Młodsza siostra Felka, juz dzisiaj pomimo młodego wieku uchodząca za przyszłą królową ulic i zakamarków. Tajny obiekt westchnień przynjamniej połowy kociej populacji Stolicy...ale Wielki Brat patrzy...

A na zakończenie - druga strona zakładek - obrazek "Vava cats"


Z Warszawskim pozdrowieniem zakończymy na tym...bo cóż więcej można rzec?

20:01, lady_finnabair , Scrap tradycyjny
Link Komentarze (9) »
sobota, 09 lutego 2008
Czasem słońce, czasem deszcz...

Wczoraj niestety raczej deszcz.
Czy to ta pogoda paskudna, czy to mój katar nieopanowany, czy może nadmiar pracy wpełzajacej w każdy zakamarek życia i rozsiewajacej wszędzie swoje zarodniki... trudno jednożnacznie określić...ważne jest,  że wczoraj z wieczora dopadł mnie SMUT.
To już nawet smutek nie był, tylko wielki i tłusty SMUT pełną gębą.
Taki włochaty i obśliniony,  paskudny niesłychanie. Rozsiadł siebezczelnie tuż koło mnie i zaczął mi brudnym łapskiem dziurę w brzuchu wiercić i sączyć w ucho plugastwa same.
Że nie warto.
Że nie mam siły.
I po co to komu...
I tak nic  z tego nie będzie...
I tak wkoło Macieju...nie pomagało odpędzanie ani straszenie - siedział i siedział i zostawić nie chciał. Kleju ani nożyczek się nie bał...
- Odpocznij sobie, papiery poprzekładaj - radziła Babsko - guziki posegreguj, tasiemki wreszcie ponawijaj - mnie to pomaga. - Mądrze gada myśle sobie.
Nawet zaczęłąm. I jakoś nic... siedzi dalej.
 - Martini z lodem? - pyta niezawodny J. podtykając mi pod nos szklankę.
W sumie dlaczego nie - pomóc nie pomoze, ale na pewno nie zaszkodzi... Smuty nie lubią alkoholu, bo za małą mają siłę przebicia...ale ten nic, siedzi twardziel!!!
Patrzę bezmyślnie w okno - w zasadzie mogłabym nie patrzeć, bo i tak niewiele widać...ciemno, zimno... nawet papugi poszły spać....a ja nie mogę.
Czarno za oknem...
czarno...

hmmm..... gdzie moja bejca hebanowa?

ekhmmm..serwetki?

 
1 , 2